Showing posts with label ESPAÑA. Show all posts
Showing posts with label ESPAÑA. Show all posts

Monday, January 19, 2009

chinczyk

porwali nam chinczyka, z klasy, z kursu jezykowego. i to od niego sie dowiedzielismy, bo policja go odbila i przyszedl we wtorek do szkoly. a lekcja dotyczyla tworzenia informacji wlasnie tego rodzaju, tzn. porwania. bierzemy sie za pisanie a tu chinczyk sie odwraca i mowi, ze go porwala mafia chinska w Madrycie i ze 10 dni trzymali o chlebie i wodzie. Ze bili po glowie, plecach i bron do skroni przykladali, mowili ze zabija. Chcieli za niego 300 tys. euro, bo jego rodzice maja sklep z chinskimi ciuchami. Santiago - bo tak sie chinczyk przedstawia - wystapil chyba we wszystkich mozliwych wiadomosciach, a zaraz potem przyszedl na hiszpanski. ma sie dobrze, stwierdzil ze trzeba patrzec pozytywnie, moze bedzie famoso i ze chyba na wolontariat jakis pojdzie. napisal wiersz. ma 18 lat.

uciekasz z twojego kraju, po to zeby ci spac po nocach nie dawali na obczyznie rodacy, ktorzy przyjechali za toba zeby pasozytowac, zywic sie twoja marna kasa zarabiana przez 7 dni w tygodniu po 15 godzin dziennie...Nie tak sobie ludzi wyobrazaja ten zachodni raj pelen pracy i pieniedzy.

Tuesday, November 11, 2008

Lvmen, Madryt

Wlasnie wrocilam z koncertu Lvmena i jestem wsciekla! No, wsciekla to moze juz nie, uspokoilam sie w drodze powrotnej, ale podczas koncertu chcialam na tych durnych Hiszpanow krzyczec!!! Publicznosc zamiast sluchac i ogladac, gadala w najlepsze...a byla bardzo liczna, jakies 35 osob. Pomimo ze koncert byl bardzo glosny, slyszalam smiechy i szeptyi! Nawet ludzie stojacy w pierwszym rzedzie (i to prawdopodobnie organizatorzy koncertu) gadali w najlepsze!!! Zalamywalam rece. Nie wydaje mi sie, ze wydarzenie to moglo byc nudne, bo procz swietnej muzy byly ciekawe wizualizacje...a jednak Hiszpanie gadali. Co za nedza!!! Ile mozna gadac - pytam sie???!!!
Chlopaki z Lvmen w formie. Zagrali perfekcyjnie, sala dobrze naglosniona, wizualizacje swietnie polaczone z muza, dobrze zmontowane...tylko publicznosc nie ta ... statyczna, nieliczna i gadajaca, wiec zupelny brak nastroju. Marnie...
W drodze powrotnej koles w metrze zapodlal z swojej komorki jakies hiszpanskie jeczenie flamenco fuzion i mam na dzis dosyc!

Friday, October 24, 2008

retirosiestatime

Saturday, August 2, 2008

Manzanares el Real


Manzanares el Real jest typowym pieknym malym miasteczkiem hiszpanskim, w ktorym znajduje sie renesansowy kosciolek (a na jego najwyzszym punkcie mieszkaja bociany) i duzy, caly pokryty cementem plac - punkt spotkan wszystkich mieszkancow. Miasteczko polozne jest w gorach (to tu znajduje sie La Pedriza), zaledwie 50 km od Madrytu, co powoduje ze w kazdy weekend zalewane jest przez madrileños. W dodatku latwo tu dojechac, ze stacji Plaza de Castilla co pol godziny jedzie autobus nr 724. Polecam, szczegolnie w srodku tygodnia, kiedy to zamiast mieszkancow Madrytu mozna w gorach spotkac kozy ;)



Thursday, July 17, 2008

Mucha


W koncu sie wybralam na wystawe prac Alfonsa Muchy, ktora mam prawie pod samym domem. Zachwycona jakos nie jestem, ale krytykowac artysty tez nie zamierzam. Nie ulega watpliwosci, ze byl wielki na miare swej epoki a i dzis jego dziela sa wysoce cenione na co wskazuje fakt, ze sa jednymi z czesciej reprodukwanych (dziel) na swiecie. Dzieki niemu mozemy dokladnie przyjrzec sie stylowi secesyjnemu w malarstwie i grafice. Dla mnie jednak wiele z jego prac jest na pograniczu dobrego smaku i kiczu,
choc czesto tez poza pastelowymi kolorami i slodkimi damami w jego pracach pojawia sie jakis mroczny element, co z kolei bardzo mi sie podoba, bo lubie dekadencki nastroj jaki panowal na przelomie XIX i XX wieku.
Ciekawym projektem wydaje mi sie tez 20 obrazow nazwanych Epopeja Slowianska...nie zeby sie we mnie nutka patriotyzmu odezwala, ale tak malo mowi sie podczas naszej edukacji na temat Mitologii Slowianskiej, ze taki zbior ogromnych obrazow ukazujacych panoramiczna historie Slowian wnosi wiele. Istnieje nawet plotno ukazujace Grunwaldem tuz po wielkiej bitwie. Przed rozpoczeciem pracy nad tym projektem Mucha odbyl podroz do Bulgarii, Rosji, Serbii oraz Polski. Efektem tej podrozy byla nie tylko Epopeja Slowianska, ale i wiele naprawde interesujacych zdjec, ktore rowniez mozna zobaczyc na wystawie w La Caixa.
Dziela Czeskiego artysty mozna ogladac w Madrycie w Obra Social de la Caixa do 31 sierpnia za darmo, wiec polecam.

Sunday, July 6, 2008

Fiesta del orgullo gay


Przez caly tydzien odbywaly sie na Chueca imprezy z okazji Dni Dzielnicy. Kazda dzielnica Madrytu ma tydzien na swietowanie. Zawsze wiec cos ciekawego sie dzieje. Ale Chueca jest wyjatkowa, Chueca jest bardzo gey friendly. To tu zjezdzaja homoseksualisci z calej Europy, zeby sie dobrze poczuc i zabawic. Tu miesci sie cala masa barow, gdzie spiewaja drag queen, spotykaja sie lesbijki i geje, slucha sie Alaski i innych gwiazd muzyki lat 80-tych. To na Chueca co chwila mijam transwestytow i chodze do ulubionej pizzerii.
Dlatego Dni Chueca konczyla ogromna parada rownosci. Parada, na ktora przyszlo ponad milion ludzi. Parada przypominajaca nieco niemiecka love parade. Tak to wygladalo.







Monday, June 23, 2008

a to tez ladne...


Grenada - arabskie miasto?

Friday, June 13, 2008

Granada, Fiesta de las cruces




Fiesta de las cruces (Swieto Krzyzy) odbywa sie w wielu miastach na poludniu Hiszpanii na poczatku maja. Punkt kulminacyjny nastepuje 3 maja. Prawdopodbnie swieto zwiazane jest z legenda o Konstantynie I Wielkim i odnalezieniu przez Swieta Helene krzyza na ktorym umarl Chrystus, ale poczatkow fiesty mozna doszukiwac sie rowniez w licznych swietach starozytynch Rzymian.
Mieszkancy poludniwej Hiszpanii przygotowuja sie do owego swieta przez kilka tygodni. Kazda dzielnica tworzy swoj wlasny krzyz, zazwyczaj z kwiatow oraz ozdabia przestrzen wokol krzyza. Poza tym wszyscy przebieraja sie w stroje ludowe: od najmlodszych po najstarszych.



Friday, May 9, 2008

Bares cutres

Oto co najbardziej lubie w hiszpanskich barach

Typowe hiszpanskie bary znalezc mozna na kazdej, nawet najmniejszej ulicy zarowno w miescie, jak i na wsi lub w pueblo. Zazwyczaj zdobia je kiczowate pamiatki, swiete obrazki czy tez figurki Matki Bozej lub krzyze, no i telewizor z ktorego wyplywa futbol lub corrida, ewentualnie teleturniej w stylu Kolo fortuny. Zazwyczaj nad barem wisza zjelczale baranie "giry" i inne przysmaki. Barman najczesciej ma okolo 50-tki, wasa i gruby brzuch ukryty w bialej koszuli. Klientow w takim barze cala masa. Najczesciej mozna w nim spotkac typowego hiszpanskiego dziadka, ktory od rana spija piwko albo winko, czasem martini.
Wszystkie cechy typowego hiszpanskiego baru mozna okreslic za pomoca jednego slowka: "cutre" - kiczowaty, niemodny, wiejski.

Saturday, March 15, 2008

chiki-chiki

Hiszpanie wybrali swojego reprezentanta na kolejna Eurowizje. Komik i aktor postanowil osmieszyc kiepski festiwal piosenki europejskiej i stworzyl utwor pt. "chiki-chiki". Alez kicz! Rodolfo Chikilicuatre nabija sie z bardzo modnego ostatnio przeokropnego stylu muzycznego reggeton, Mariana Rajoya (lider PP), Chaveza, Jacksona i wielu innych gwiazd. Piosenka jest hiperhiszpanska, surrealistyczna, komik wyspiewuje angielskie slowa i nazwiska, wymawiajac je w charakterystyczny dla Hiszpanow sposob. Pojawia sie tez slynne ostatnimi miesiacami w tym goracym kraju zdanie wypwiedziane przez krola Jauna Carlosa II do Chaveza: "Por qué no te callas" (czyt. Zamknij sie! = Dlaczego nie zamilkniesz ;)).
Goraco polecam!

Tuesday, March 11, 2008

Rzezby Mitoraja w Madrycie

Przed kikunastoma dniami w roznych miejscach Madrytu pojawily sie rzezby Polskiego artysty Igora Mitoraja. Oto kilka z nich. Zdjecia zostaly zrobione przed wejsciem do muzeum Prado.




Wybory parlamentarne w Hiszpanii


W ostatnia niedziele odbyly sie wybory parlamentarne w Hiszpanii. Jak od lat "zacieta walka" toczyla sie miedzy konserwatywnym PP (Partido Popular - Partia Ludowa) a socjalistyczna partia premiera Zapatero (PSOE -Partido Socialista Obrero Espanol). Szczesliwie dla imigrantow, gospodarki, antyklerykalow, homoseksualistow, kultury hiszpanskiej i wielu innych kwestii, ponownie wygral Zapatero, ktory przez ostatnie 4 lata tworzyl skuteczny rzad mniejszosciowy, spelniajac wiekszosc obietnic przedwyborczych. Co prawda niewielka byla przewaga PSOE, bo zaledwie 4,5%, ale dzieki tym kilku procentom wielu ludzi moglo odetchnac z ulga. Dziwi mnie jednak - i co wiecej niepokoi - fakt, ze absurdalne i zenujace pomysly kandydata PP (Rajoya) zostaly poparte tak wieloma glosami. Wyglada na to, ze nadal istnieja dwie Hiszpanie. Jest to zreszta bardzo widoczne na co dzien. Wystarczy ze wyjde z mojego barrio Lavapies (dzielnica to robotnicza, artystyczna, wielokulturowa), przemkne sie kilkoma waskimi uliczkami przez Las Huertas i ... nagle znajduje sie w wielkomiejskim, nowoczesnym, pieknym Madrycie. Okna bankow na mojej dzielnicy "zdobia" plakaty anarchistow, z kolei w wielkim, bogatym Madrycie na scianach bankow wisza plakaty mlodziezy faszystowskiej (juventudes espanolas). Wielu moich klientow deklaruje sie jako zacieci komunisci, anarchisci (lub co najmniej jako sympatyzujacy z lewica). Z kolei tych po drugiej stronie barykady okreslaja jako "fachas" i "pijos" (faszysci i bogacze).


W Madrycie i wielu innych miastach Hiszpanii, ponad 30 lat po smierci Franco, wisza symbole faszystowskie.
Zapatero zmienil prawo dotyczace pamieci historycznej. Do tej pory nie ruszano tego tak drazliwego dla podzielonej ciagle Hiszpanii tematu. Teraz na lekcjach historii bedzie sie mowic znacznie wiecej o wojnie domowej, dyktaturze Franco. Symbolika franksistowska zniknie z budynkow rzadowych i innych.

Zobaczymy czy PSOE upora sie z wieloma istotnymi problemami Hiszpanii takimi jak: drogie mieszkania i hipoteki wiazace Hiszpana do konca zycia, polaryzacja spoleczenstwa, nacjonalizmy poszczegolnych regionow kraju (przede wszystkim ETA i Katalunia) oraz ogromny naplyw imigrantow.


(tlum. Nie bedziesz mial mieszkania w twoim pierdolonym zyciu)

Tuesday, March 4, 2008

Venceremos!

29 lutego na placu Tirso de Molina, gdzie miesci sie siedziba syndykatow CNT, partia faszystowska zorganizowala legalna manifestacje. Istna prowokacja, bo dzielnica Lavapies jest dzielnica imigrancka i antyfaszystowska. Poza tym, niebawem wybory parlamentarne w Hiszpanii. Doszlo do starc z policja, ktora "dzielnie" bronila nazioli przed antyfaszystami. Tak to wygladalo.

Saturday, November 17, 2007

"fachas"

Kiedy przyjechalam do Madrytu, co i rusz spotykalam sie ze slowem "facha". Kazdy napotkany Hiszpan uzywal go z wielka swoboda, mowiac o polityce, o osobach publicznych, o subkulturach. Facha - to skrot od fascista, czyli faszysta. Hmmm, myslam sobie, ze bardzo radykalni i wybuchowi sa ci Hiszpanie, no bo tak od razu wyzywac od faszystow...Po dwoch latach mieszkania w tym miescie zdalam sobie sprawe, ze faktycznie jest tu wielu fachas - i w policji, i w rzadzie, i na ulicach. Zreszta nawet kilka dni temu Chavezowi zdarzylo sie wyzwac bylego premiera Hiszpanii Aznara od facha, no co krol Juan Carlos kazal mu sie zamknac (mila to byla pogawedka).
Dzis w Madrycie odbyly sie trzy manifestacje faszystowskie i jedna antyfaszystowska. Ta ostatnia zwiazana byla ze smiercia 16-letniego antyfaszysty, ktory zostal zamordowany tydzien temu przez skinheadow w metrze w Madrycie. Mlody chlopak protestowal tego dnia przeciwko rasistowskiej demonstracji neonazistow.

Tuesday, October 23, 2007

flamenco

Pewnego dnia medullita umowila sie ze znajomymi, potem ci znajomi umowili sie z innymi znajomymi. Ostecznie wszyscy razem postanowili pojsc na piwo. Ktos z towarzystwa znal jakis nielegalny bar na ulicy rownoleglej do ulicy medullity. Okazalo sie, ze zeby wejsc do tajemniczego lokalu trzeba przyjsc z kims znajomym i zadzwonic do drzwi. Zadzwonili wiec. Drzwi zostaly otwarte. Weszli. Chwilke pozniej dowiedzieli sie, ze bar jest siedziba stowarzyszenia na rzecz marihuany ;) Oczywiscie w zwiazku z powyzszym w srodku mozna spokojnie palic, co wiecej...bez palenia mozna sie upalic, bo w powietrzu unosi sie THC. Mozna napic sie piwa lub herbaty (duzy wybor). Zdarza sie tez, ze ktos poczestuje tiramisu lub czyms rownie smacznym. Poza tym czlonkowie stowarzyszenia oferuja rozne zajecia gratis. Jeden z nich jest tancerzem flamenco.
I tu wlasnie zaczyna sie przygoda medullity pt. flamenco. Lekcje trwaja godzinke, ale zawsze sie mozna czegos nauczyc, wiec chodzi. Oto zdjecie opisanego powyzej miejsca.

Takich intersujacych barow na dzielnicy Lavapies jest wiecej. Jednym z nich jest herbaciarnia, w ktorej napic sie mozna nie tylko herbaty, ale i piwa, i mojito (czyli koktajlu alkoholowego na bazie rumu). Miejsce to jest przyjemne ze wzgledu na przestrzen w jakiej sie znajduje. To jakby mieszkanko dwupoziomowe a sam barek miesci sie w kuchni - w samym centrum pomieszczenia.

Sunday, July 29, 2007

Zycie jak w Madrycie

A w Madrycie strasznie goraco! O dziwo caly lipiec byl znosny. Temperatury czesto byly nizsze niz w Polsce. No, ale skonczylo sie przyjemne lato w Madrycie. Nadeszlo to, co mialo nadejsc...Tak, jestesmy przygotowani do walki z upalami - zakupilismy piekny, ogromny wentylator, ktorego wlasciwie nie wylaczamy, co powoduje podraznienia oczu, okropny bol glowy i uszu, a takze gardelka. Nasz wspanialy wiatrak przemieszcza gorace powietrze z jednej czesci pokoju do druga..i z powrotem. Ochlodzic sie mozna takze dzieki mokrym recznikom, ktorymi wlasciwie najlepiej bym sie przykrywala na noc. Teraz co piec minut mocze cale cialo gabeczka, oj...jak przyjemnie...na chwile. Przed 21-wsza wlasciwie lepiej sie z domu nie ruszac, no chyba ze ktos lubi to uderzenie fali goracego powietrza, kiedy wyciaga np. ciasto z piekarnika ;)
W przyszly piatek wyjezdzamy na costa brava, do L´escali. A potem do Polski - pieknej, pochmurnej, deszczowej ;)
L´escala - urocze miejsce nad Morzem Srodziemnym, pelne sladow po Grekach i Rzymianach.



Wednesday, June 13, 2007

HISZPANIA (MADRYT) NA CO DZIEN...

Ktoregos dnia postanowilam zmienic dostawce internetu z przedrogiego monopolisty (taka nasza telekomunikacja) na cos tanszego a rownie dobrego. Problem z tym pierwszym operatorem (Telefonica) byl taki, ze za kazdym razem, kiedy probowalam sie dowiedziec czegos na temat promocji i taryf (telefonicznie, bo biur do ktorych moglby przyjsc klient nie ma), okazywalo sie ze ceny nigdy nie byly realne. Dodatkowo dzwoniac codziennie i pytajac o te sama promocje, slyszalam za kazdym razem inna cene. Przychodzil rachunek i nagle okazywalo sie, ze i tak placilam wieeecej niz to co slyszalam czy widzialam w ofertach.
Z nowym operatorem ma byc o 20 euro lzej. Przez dwa tygodnie meczylam sie z korzystaniem z internetu przez telefon stacjonarny (52kb), no i wreszcie jest: nowy, szybki i tanszy internet.
Wczoraj przyszedl sms od nowego dostawcy, ze jest problem z moja paczka, bo oczywiscie nowy modem (czy co to tam jest) przychodzi poczta, bez technika a z instrukcja obslugi. Tego typu paczki czesto dostarcza firma SEUR, dzieki ktorej juz raz za przesylka czekalam bodajze tydzien. To taki szybki dostawca jak w Polsce np. DHL.
No wiec, co robie: dzwonie do Orange (nowy operator), podaje numer z smsa, dostaje inny numer i kaza mi sie skontaktowac z Seurem. Podaja numer. Dzwonie. Odsylaja gdzie indziej. Dzwonie. Informuja, ze paczka juz lezy w najblizszym mi biurze Seuru. Acha. "A gdzie aviso?" - mysle. Nie bylo. Przesylki tez nie otrzymalam: "Jak to? To tych paczek nie dostarczaja do domu ?!" Zaraz. Zanim wybiore sie po odbior moge zadzwonic i upewnic sie, ze moja paczka czeka na mnie. No to dzwonie. Odbiera pan: "Hola, Seur!" Pytam go o moja paczke, mowie ze jestem M. i czy przeliterowac mu nazwisko. A on: "Czy numer mam?" Nazwiska nie...nie chce. Ja: "Numer? Jaki numer, nie mam...?!" To on odsyla mnie do biura obslugi klienta. "A dios! " Hmmm, mysle: "Mam przeciez jakis numer, ale wlasciwie to czy nazwisko nie wystarczy?" Dzwonie znowu. "Hola, Seur!". No to mowie, ze mam jakis numer i czy jest ta paczka...ale facet odpowiada, ze nie ma i mam dzwonic po 14-tej. No dobrze. "Gracias, Hasta luego!"
Po drugiej: Dzwonie, mowie mu imie i czy podac nazwisko, etc. pytam. Eee, nic nie ma dla mnie. "Hmmm, jak to?" - mysle. Po 19-tej dzwonie znowu i pytam, czy jest ta paczka. "No, to ty. Nie ma" - odpowiada znajomy glos. Mysle sobie: "Czy on w ogole raczyl cokolwiek sprawdzic???! ". Dzwonie znowu do obslugi klienta i pytam, co z ta paczka. Twierdza, ze jest i to od tygodnia. Mowie, ze przeciez nawet nie dostalam aviso, w dodatku zawsze ktos jest w domu. Kiedy i jak usilowano mi wreczyc moja przesylke? - mysle. Pani, z ktora rozmawiam, prosi zeby poczekala...zadzwoni do tego biura, gdzie ma byc od tygodnia moja paczka. Jednak po 5 minutach glos sie odzywa i twierdzi, ze nie moze polaczyc sie z tym przekletym biurem, ale jak tylko sie polaczy, to na pewno oddzwoni. Zostawiam numer komorkowy. Czekam godzine na telefon. Nic...Dzwonie wiec po raz kolejny do biura obslugi klienta i opowiadam moja historie. Uprzejma pani odpowiada, ze moja paczka jest w pobliskim biurze od tygodnia, ale moze sie sprobowac polaczyc z tym biurem i zapytac. Niestety, i jej sie nie udaje. Juz prawie osma. Na pewno oddzwoni. Acha... Po polgodzinie D. postanawia zatelefonowac raz jeszcze do biura obslugi klienta i...okazuje sie, ze linia czynna jest do osmej. Rzeczywiscie mila pani. D. dzwoni do pobliskiego biura...nic: a to zajete, a to odlozona sluchawka, a to nikt nie odbiera. Idziemy tam. I co? Niezbyt przyjemny pan powolnie przeglada zeszyt z informacjami o przychodzacych przesylkach. Nie specjalnie zajmuje go to, co mu opowiadam odnosnie sprzecznych informacji w sprawie paczki. Okazuje sie, ze tej paczki nie maaa. Pan wooooola do pomocy kolege. Ten w 5 sekund wklepuje do komputera moje dane i ...jest paczka, no pewnie!!! Znalazla sie:
- Ale...przeciez ja dzownilam 3 razy i pytalam?!
- Moze to przez nazwisko...takie trudne.
- Ale...przeciez nikt mnie o nazwisko nawet nie zapytal???!!!
Nikt nic nie wie. "Toma, tu paquete! - Masz twoja paczke!". Hmmm, a przepraszam, no i w ogole...
Jestem bezsilna. Wychodze...

Madryt. Jedni zostaja na kilka dni lub tygodni bez gazu, bo w firmie majacej monopol jeden pracownik odsyla do drugiego... a wysylani do awarii technicy okazuja sie ignorantami. Innym co silniejszy wiatr przerywa odbior internetu, etc...
Ja mialam juz okazje doswiadczyc: oczekiwania na paczke (dwukrotnie okolo tygodnia), wizyty hydrualika, ktory pozostawil po sobie wieksza usterke od tej, ktora przyszedl naprawic, nie wspominajac juz o rozkreconym na trzy dni zlewie kuchennym i wreszcie decyzji (o ktorej zapomnial nas powiadomic), ze nie wroci do nas w celu chociazby poskladania zlewu. Mial tez przyjsc ktos w sprawie licznika od wody, ktory nie dziala. Do dzis nikt nie przyszedl.
Przyzwyczaic sie tez musialam do tego jak funkcjonuja banki. Okazalo sie bowiem, ze rachunki mozna placic tylko we wtorki i czwartki od 8:30 do 10:30 (to tez roznie, zalezy od banku).
D. ze trzy razy widzial przez okno jak w naszej waskiej uliczce kierowcy trabia na ambulans.

Halas, chaos, brak szacunku i kultury to niestety szara codziennosc stolicy Hiszpanii. Czasami trudno sie przyzwyczaic.

Saturday, May 12, 2007

Goraczka sobotniej nocy

Oj, w Madrycie niekonczaca sie fiesta. Dni a raczej tygodnie Madrytu juz sie zaczely. Dopiero co Hiszpanie powrocili z jednego dlugiego weekendu a juz zaczyna sie nastepny puente (most). We wtorek jakies swieto, wiec i poniedzialek wolny ;) Az trudno mi nadazyc za tymi wszystkimi dniami wolnymi.

Poza tym goraco. Tutejsza wiosna nieco przypomina mi lato w Polsce. Srednio 25 stopni w ciagu dnia a ze asfalt i cement sie nagrzewa, to i w nocy nie mozna specjalnie odetchnac. A to dopiero wiosna...Wlasciwie jak tylko sie obudze, chce mi sie spac. Na sen przeznaczam ok. 10 godzin. Czytac sie nie chce, gadac po hiszpansku sie nie chce, pracowac sie nie chce, szwendac po miescie sie nie chce. Dobrze ze jeszcze mam ochote na ogladnie filmow. Cos mi sie zdaje, ze na lato wykupie sobie bilet miesieczny do filmoteki...klimatyzacja, ufff ;) Przedwczoraj widzialam tam dokument o Kraju Baskow - La pelota vasca. Nic, tylko wywiady z roznymi stronami (nacjonalisci baskijscy, socjalisci, Hiszpanie, bliscy ofiar atakow terrorystycznych, etc.) Ciekawie, bo przedstwiono rozne punkty widzenia. Nieciekawie, poniewaz film trwa ponad dwie godziny, a to - jak na same wypowiedzi i kilka zdjec tego przepieknego regionu - sporo (pomijajac fakt, ze moj hiszpanski z kazda minuta stawal sie coraz gorszy). Trudna sprawa do rozwiazania dla rzadu hiszpanskiego...niezaleznosc dla Kraju Baskow. Ale to nie temat na dzis.

Wczoraj obejrzalam swietny film animowany produkcji japonskiej ;) pt. Spirited away (pozwole sobie opuscic zapisanie oryginalnego tytulu). Rezyser Miyazaki otrzymal za to dzielo oscara (animacja). Pomimo tego, ze film trwa dwie godziny, nie ma momentu, ktory pozwolilby choc na chwile odkleic wzrok od ekranu (choc D. zasnal). Od poczatku do konca trzyma w ogromnym napieciu, w moim przypadku az do tego stopnia, ze wstrzymywalam oddech wraz z Chihiro (glowna bohaterka) podczas jej przeprawy przez most. Sprited away to wedlug mnie japonska wersja Alicji w krainie czarow. Dziewczynka jadaca z rodzicami do nowego domu, po drodze trafia na tajemniczy tunel, ktory okazuje sie przejsciem do opustoszalego miasteczka...tyle, ze to uspione miejsce nagle zaczyna sie budzic...
Ale o tym moze jutro, bo ide spac.

Wednesday, May 2, 2007

!Hasta la victoria! - Malasaña.

Tym razem bojki z policja, majace miejsce 1 maja w wielu europejskich miastach, "toczyly sie" rowniez w Madrycie, w mlodziezowej dzielnicy w centrum - na Malasanii. Batalia rozpoczela sie noca z 30.04 na 1.05. Jednak najwieksi zapalency walczyli rowniez nastepnego wieczoru. Mozliwe, ze to nie koniec, w weekend moze dojsc do kolejnych starc z policja.
Hiszpanie maja nawyk/tradycje picia na ulicy, a ceremonia ta jest tak powszechna, ze ma nawet swoja nazwe: botellón. Na Malasanii co weekend spotyka sie mnostwo ludzi w celu spozywania alkoholu na swiezym powietrzu, bo i klimat na to pozwala. Czesto najwiekszy botellón ma miejsce na placu 2 maja i tak bylo tym razem. A ze w tym punkcie mialy sie odbyc ceremonie swiateczne, no i bottelón wlasciwie jest zabroniony, to policja postanowila interweniowac. Mlodziezy z kolei nie specjalnie spodobala sie reakcja wladz. 45 osob zostalo rannych, w tym jeden policjant ciezko;).
Mniej wiecej tak to wygladalo.

Wednesday, April 25, 2007

Tak daleko a tak blisko - SEGOVIA

Wczoraj wybralam sie do Segowii, miasta oddalonego od Madrytu jakies 100 km. Juz jadac autobusem bylam bardzo zadowolona, bo Segovia polozona jest w gorach - ok. 1000 m n.p.m., wiec widoki z kazdym kilometrem byly piekniejsze. Duzo zieleni. Dziko. I snieg na szczytach, choc w Madrycie przez ostatni tydzien bylo ponada 23 stopnie.
Miasto robi wrazenie. Mnostwo zabytkow sredniowiecznych, renesansowych i gotyckich. Tu zbudowano ostatnia katedre w Hiszpanii, dosc dziwaczna zreszta. Taka jakas szeroka, niezbyt wysoka. No ale nie znam sie za dobrze na architekturze.



Segowia otoczona jest ogromnymi murami obronnymi z XI wieku. Z tego samego okresu zachowal sie tez imponujacy zamek-forteca, zbudowany w strategicznym miejscu: na obrzezach miasta, na jednym z najwyzszych punktow. Krajobraz jest wspanialy - z jednej strony gory, z drugiej zielone pola i wzgorza, a z trzeciej stare, ciche miasto.



Tak jak Toledo, Segowia zalozona zostala przez Celtow, po czym podbita przez Rzymian, dalej Wizygotow, w koncu zamieszkiwana przez Maurow i Zydow do konca XV wieku. Na Rzymianach jednak sie zatrzymajmy, bo to oni wlasnie zbudowali okolo 100 roku w Segowii akwedukt, ktory doprowadzal do miasta wode z odleglosci 15 km (z gor). Zachowal sie ok 1 km tej ogromnej konstrukcji w samym centrum miasta, co naprawde robi niesamowite wrazenie.



Oczywiscie Segowia pelna jest zabytkow wartych zamieszczenia tutaj, wiec naprawde polecam...zreszta chyba zdjecia same zapraszaja do odwiedzenia tego nieco uspionego miasta.

Dojazd: najlepiej autobusem z Principe Pío. Odjazd co pol godzinki.