Taniec mnie ostatnimi laty pochłania, bo przecież przez jakiś rok w ogóle nie pisałam. Taniec współczesny i kontakt improwizacja.
Tuesday, November 8, 2011
Saturday, June 5, 2010
come back
Medullita wraca do pisania bloga, tak! Choc w Madrycie w jej pokoiku temperatura przekracza 30 stopni, czesto teskni do swojego bloga i mozliwosci wyklikiwania z siebie potoku slow klebiacych sie w jej glowie.
Ilekroc zdarzalo jej sie myslec, ze tyle jest ciekawych tematow do opisania, tyle zaskakujacych, surrealistycznych czy wstrzasajacych rzeczy na swiecie, ktore ostatecznie wpadaja do jednej z miliona szufladek w jej glowie, gdzie sie pokrywaja kurzem.
Moze wiec przy odrobinie dyscypliny uda sie Medullicie powrocic do pisaniaaa, chociazby po to zeby te wszystkie mysli, doswiadczenia, przeczytane ksiazki, obejrzane filmy, przezyte chwile, przesluchane plyty, obejrzane koncerty, przetanczone wieczory i poranki nie poszly w niepamiec!
Ilekroc zdarzalo jej sie myslec, ze tyle jest ciekawych tematow do opisania, tyle zaskakujacych, surrealistycznych czy wstrzasajacych rzeczy na swiecie, ktore ostatecznie wpadaja do jednej z miliona szufladek w jej glowie, gdzie sie pokrywaja kurzem.
Moze wiec przy odrobinie dyscypliny uda sie Medullicie powrocic do pisaniaaa, chociazby po to zeby te wszystkie mysli, doswiadczenia, przeczytane ksiazki, obejrzane filmy, przezyte chwile, przesluchane plyty, obejrzane koncerty, przetanczone wieczory i poranki nie poszly w niepamiec!
Monday, August 17, 2009
Sunday, May 10, 2009
weganskie przysmaki
Ostatnio postanowilam, ze sama bede sobie produkowac slodycze, skoro tak bardzo je lubie.
Odkopalismy z D. przepis sprzed lat na kulki z orzechow wloskich i postanowilismy zabrac sie do roboty. Musze dodac, ze to nie byle jakie kulki bo po raz pierwszy skosztowalam ich podczas trzeciej chyba randki u D, ktory to obral "technike walki": przez zoladek do serca. Bardzo mi samkowaly. Zajadalam sie nimi przez cala noc piszac prace o Bachtinie na teorie literatury u D.
Nie omieszkam wiec podac przepisu, bo kuleczki sa naprawde pyszne.
4 lyzki miodu
1/2 szk. mleka sojowego lub mleka z orzechow wloskich*
1/2 szk. margaryny lub masla
te trzy skladniki nalezy wlozyc do malego granka i podgrzewac na malym ogniu az do zagotowania. Gotowac 3 minuty, po czym dodac do reszty skladnikow, ktore zamieszczam ponizej
3 szk. platkow owsianych
4 lyzki kakao
1/2 szk. rozdrobnionych orzechow wloskich
1/2 szk. wiorek kokosowych
wspyac wszystkie skladniki do duzej miski, wymieszac, po czym dodac zagotowana miksture i dobrze wymieszac. Uformowac kulki wielkosci orzechow wloskich.
Smacznego!
ach, przepis na mleko z orzechow wloskich:
1/2 szk. orzechow wloskich
1/2 szk. wody
zmiksowac te dwa skladniki w blenderze, potem dodac jeszcze 1 szk. wody i lyzke miodu.
Odkopalismy z D. przepis sprzed lat na kulki z orzechow wloskich i postanowilismy zabrac sie do roboty. Musze dodac, ze to nie byle jakie kulki bo po raz pierwszy skosztowalam ich podczas trzeciej chyba randki u D, ktory to obral "technike walki": przez zoladek do serca. Bardzo mi samkowaly. Zajadalam sie nimi przez cala noc piszac prace o Bachtinie na teorie literatury u D.
Nie omieszkam wiec podac przepisu, bo kuleczki sa naprawde pyszne.
4 lyzki miodu
1/2 szk. mleka sojowego lub mleka z orzechow wloskich*
1/2 szk. margaryny lub masla
te trzy skladniki nalezy wlozyc do malego granka i podgrzewac na malym ogniu az do zagotowania. Gotowac 3 minuty, po czym dodac do reszty skladnikow, ktore zamieszczam ponizej
3 szk. platkow owsianych
4 lyzki kakao
1/2 szk. rozdrobnionych orzechow wloskich
1/2 szk. wiorek kokosowych
wspyac wszystkie skladniki do duzej miski, wymieszac, po czym dodac zagotowana miksture i dobrze wymieszac. Uformowac kulki wielkosci orzechow wloskich.
Smacznego!
ach, przepis na mleko z orzechow wloskich:
1/2 szk. orzechow wloskich
1/2 szk. wody
zmiksowac te dwa skladniki w blenderze, potem dodac jeszcze 1 szk. wody i lyzke miodu.
Friday, May 8, 2009
ostatnio...

Ostatnio strasznie sie zaniedbalam i bloga nie uzupelnialam. No ale juz jestem i pisze o mojej nowej pasji: chlebie! Kupilam wreszcie piekarnik, a raczej piekarniczek i postanowilam w tym kraju bagietka plynacym wziac sie za pieczenie chleba. Walczylam zaciecie, bo chleb z poaczatku wcale nie chcial mi sie udac! Okazalo sie, ze hiszpanskie drozdze w proszku (dostepne w kazdym sklepie) do niczego sie nie nadaja. Ciasto drozdzowe po prostu po nich nie roslo. Za to swieze drozdze (dostepne w niewielu miejscach, w tym w Mercadonie) przyczynily sie do powstania pierwszego dobrego chlebka w moim domu. Oto przepis: http://www.chleb.info.pl/index.php?id=82
Okazalo sie jednak, ze drozdze to nie wszystko...szybko zorientowalam sie, ze prawdziwy chleb robi sie na zakwasie, a zakwas to nic innego jak sfermentowana maka z odrobina wody. Na szczescie zakwas mozna zrobic samemu, a przepis jest bardzo prosty, tyle ze nie zawsze sie udaje. Maka musi sie fermentowac ok. 5 dni w tempearturze 25-30 stopni, ale i tak moze nic z tego nie wyjsc. Ja probuje po raz trzeci, ale chyba powietrze nie to...i boje sie, ze znow mi sie nie uda, a mam przeogromna ochote na chleb zytni wlasnej roboty. Na drozdzach chleb zytni nie chce rosnac, a i smak bylby pewnie nie ten, wiec czekam na moj zakwas.
Tyle czasu nie pisalam, ze jak sie w koncu zabralam, to wszystko chcialabym nadrobic.
No dobrze, na razie wklejam link do wspanialej strony o chlebach, moze kogos zainspiruje:
http://www.chleb.info.pl/
Okazalo sie jednak, ze drozdze to nie wszystko...szybko zorientowalam sie, ze prawdziwy chleb robi sie na zakwasie, a zakwas to nic innego jak sfermentowana maka z odrobina wody. Na szczescie zakwas mozna zrobic samemu, a przepis jest bardzo prosty, tyle ze nie zawsze sie udaje. Maka musi sie fermentowac ok. 5 dni w tempearturze 25-30 stopni, ale i tak moze nic z tego nie wyjsc. Ja probuje po raz trzeci, ale chyba powietrze nie to...i boje sie, ze znow mi sie nie uda, a mam przeogromna ochote na chleb zytni wlasnej roboty. Na drozdzach chleb zytni nie chce rosnac, a i smak bylby pewnie nie ten, wiec czekam na moj zakwas.
Tyle czasu nie pisalam, ze jak sie w koncu zabralam, to wszystko chcialabym nadrobic.
No dobrze, na razie wklejam link do wspanialej strony o chlebach, moze kogos zainspiruje:
http://www.chleb.info.pl/
Sunday, March 29, 2009
palabra y música, sevilla

Po trzech latach powracam do Sewilli, zeby uczestniczyc w festiwalu Palabra y Música, czyli "Muzyka i Slowo". Podroz z Madrytu trwa 6 godzin (opcja autobus). Widoki za oknem niekiedy urocze, szczegolnie jak przejezdzamy przez gory. Lubie byc w podrozy, podczas jazdy nadrabiam zaleglosci w lekturze, tym razem wzielam "La colmena" (Ul) Celi. W koncu czytam cos po hiszpansku. Mam tez reportaze z Kaukazu Wojciecha Goreckiego. Do tego 2 giga muzyczki, wiec jestem znakomicie przygotowana!
Jest swietna pogoda, chociaz to marzec. W Madrycie ponad 20 stopni, a na poludniu prawie 30.
W Sewilli czeka na mnie Juliana, kolezanka i byla wspolokatorka. Od razu obieramy kierunek teatr Lope de Vega, gdzie odbywa sie festiwal. Idziemy wzdluz kanalu Santa Isabel, kwitna pomarancze, rosna palmy...juz jestem zachwycona, a przeciez jeszcze przede mna wystep Diamandy Galás.
Przed teatrem masa ludzi, sa i gotykowcy, troche punkow, metalowcow, a i kilku hipisow, no i "normalsow". Udaje mi sie sprzedac wejsciowke D., biedaczek sie rozchorowal i zostal w domku. Usadawiam sie wygodnie na nie moim miejscu, z ktorego wszystko widac. No i jest Diamanda. Ona i fortepian. Zaczyna dosyc ostro, ale bebenki nie pekaja. Pokazuje widowni na co ja stac...a stac ja na wiele, ma glos operowy, a to co komponuje okresla sie niekiedy jako antyopere czy tez postopere.
Ktos wychodzi, ktos sie kreci - szczegolnie dziewczyna ktora siedzi przede mna wyraznie sie nudzi...Koncert trwa godzine, do tego Diamanda wychodzi dwa razy na bis. Wracam spacerkiem do domu Juliany, towrzyszy mi wszechobecny zapach kwitnacych pomaranczy. Chce mi sie pic, wiec po drodze wchodze na cañe (szklaneczk piwa) do typowego andaluzyjskiego baru: ceramika, dwa Jezusy na krzyzu, kilka figurek Maryji, plazma i futbol, glowy bykow, no i masa zdjec wlasciwiela baru i jego rodzinki. Niezla dawka Andaluzji jak na pierwszy dzien.
w sobote od rana jemy sniadanie na dachu kamienicy, czyli typowym andaluzyjskim tarasie. Jest goraco. Moj plan to zwiedzanie Sewilli na rowerze. A jest taka mozliwosc, bo miasto zainwestowalo w rowery i sciezki rowerowe. Zeby moc korzystac z tego ekologicznego srodka transportu trzeba wyrobic sobie specjalna karte za 5 euro, a i miec na koncie bankowym ponad 150 euro na kaucje w razie nieodstawienia roweru na jeden z licznych parkingow. 30 min jazdy jest za darmo, potem kazda godz. 1 euro, wiec to zaden wydatek. Dzieki tak szybkiemu i swobodnemu przemieszczaniu sie juz pierwszego dnia odwiedzam mnostwo pieknych miejsc w Sewilli. Docieram, jadac wzdluz rzeki, do konca miasta, gdzie znajduje sie ogromny park. Ogladam wszystkie budowle wzniesione na expo 29. Jezdze wokol 3 co do wielkosci katedry. Odwiedzam Plaza Nueva. Pogoda swietna, czolo i ramiona spalone. Mam tez przyjemnosc z autochtonami, bo postanawiam wypic moja zasluzona cañe w jednym z typowych barow. Sevillanos po 60-tce nie dosc ze stawiaja mi moje male piwko, to jeszcze proponuja amor, cokolwiek by to mialo znaczyc. Rozmawiamy chwilke, bardzo sympatyczni panowie, mowiacy z akcentem nie do konca przeze mnie rozumianym. Zapraszaja mnie na jutro z kolezanka ;) Wyglada na to, ze bar=lada alezy do nich, zawsze maja wykupiona rezerwacje ;)
Wieczorem wracam do Juliany, szykuje "kluseczki z miseczki", zeby sobie podjedli hiszpany i niemcy. Prysznic, troszke wina, no i do teatru. Zaraz Irvine Welsh, szkocki pisarz, autor ksiazki Trainspotting, na podstawie ktorej powstal rewelacyjny film. Przed Welshem na scenie pojawia sie jakis hiszpanski lokalny pisarz i kolesie grajacy emo, on recytuje, oni graja swoje...historyjki bez sensu. Za to Irvine Welsh, przesympatyczny Szkot po 40-tce prezentuje fragment swojej nowej ksiazki i nie wiem czy skupic sie na jego szkockim angielskim, czy moze czytac napisy hiszp. wybieram to drugie i dobrze. Welsh przedstawia nam tez krotka historyjke o bezrobotnym malzenstwie z klasy robotniczej. Ostro jedzie slangiem...glebokie Glasgow. Jego czarny humor prowokuje glosny smiech dziewczyny siedzacej na koncu sali. Ja tez sie smieje, bo historia jest tak absurdalna, a postaci tak groteskowe ze bardzo mi sie podoba. Juliana przysypia.
Z teatru jedziemy rowerami na flamenko na zywo. Niezly folklor, hiszpanscy Cyganie, okrzyki "ole!", uciszanie rozwydrzonej publicznosci. Jest calkiem zabawnie!
W niedziele idziemy na sniadanie do La Cartuja, dawniej zakonu, w ktorym przez wiele lat mieszkal Krzysztof Kolumb, pozniej fabryki ceramiki, teraz muzeum sztuki wspolczesnej. Tuz obok La Cartuja powstalo wiele beznadziejnych budowli na expo 92. Teraz wiekszosc z nich jest bezuzyteczna. Po sniadaniu jedziemy z Juliana przez pol miasta na Macarene, piekna stara dzielnice Sewilli, gdzie miesci sie sklot lub raczej centrum kulturalne/ekologiczne. Rosnie tam piekne drzewo figowe - to chyba pierwsze ktore widzialam w moim zyciu. Ludzie spotykaja sie tu, zeby spedzic popoludnie, zjesc cos wegetarianskiego, napic sie piwa lub gaspacho. Dzieciaki maja tu swoje ogrodki, ktorych wlasnie dogladaja.
Wracamy do centrum, ja udaje sie do Alcazares Reales de Sevilla, czyli pieknych palacow i ogrodow pozostawinych przez Arabow. Oto link: http://www.patronato-alcazarsevilla.es/
Miejsce to jest przepiekne, szczeglnie czesc arabska, bo jest tez sala gotycka zbudowana przez Hiszpanow.

Po zwiedzeniu Alcazaru wpadam na chwile do Juliany, jemy razem i uciekam do teatru, zeby obejrzec show basisty Einsturzende Neubauten Alexandra Hacke i artystki z Nowego Jorku. Teatr prawie pusty, jaka szkoda, bo okazuje sie ze spektakl jest chyba najlepszym przekladem na tegorocznym festiwalu na to jak mozna polaczyc slowo i muzyke. Tematem sa glupcy, artysci siegaja az do sredniowiecza, posluguja sie alegoria, przypowiescia. Oczywiscie wszystko zostaje zmiksowane z tym co nas dzis otacza (np. z brutalna reklama) i z muzyka elektroniczna ... postmoodernizm pelna geba.
Wracam do Juliany bardzo zadowolona. To moja ostatnia noc w pachnacej pomarancza Sewilli. Od rana szwedam sie po barrio/dzielnicy Juliany Trianie. To urocza czesc miasta, pelna warsztatow ceramiki, zabytkowych kosciolow pochowanych w waskich uliczkach. Dawniej Triana lezala przy jednym z dwoch istniejacych w Sewilli mostow, wiec byla bardzo waznym punktem miasta. Do dzis jest tam gwarno i tloczno.
Droga powrotna jest meczaca. Jedzimy przez Cordobe, psuje sie autobus, wiec jedziemy prawie 8 godzin. Mimo to wracam zadwolona i wypoczeta.
Jest swietna pogoda, chociaz to marzec. W Madrycie ponad 20 stopni, a na poludniu prawie 30.
W Sewilli czeka na mnie Juliana, kolezanka i byla wspolokatorka. Od razu obieramy kierunek teatr Lope de Vega, gdzie odbywa sie festiwal. Idziemy wzdluz kanalu Santa Isabel, kwitna pomarancze, rosna palmy...juz jestem zachwycona, a przeciez jeszcze przede mna wystep Diamandy Galás.
Przed teatrem masa ludzi, sa i gotykowcy, troche punkow, metalowcow, a i kilku hipisow, no i "normalsow". Udaje mi sie sprzedac wejsciowke D., biedaczek sie rozchorowal i zostal w domku. Usadawiam sie wygodnie na nie moim miejscu, z ktorego wszystko widac. No i jest Diamanda. Ona i fortepian. Zaczyna dosyc ostro, ale bebenki nie pekaja. Pokazuje widowni na co ja stac...a stac ja na wiele, ma glos operowy, a to co komponuje okresla sie niekiedy jako antyopere czy tez postopere.
Ktos wychodzi, ktos sie kreci - szczegolnie dziewczyna ktora siedzi przede mna wyraznie sie nudzi...Koncert trwa godzine, do tego Diamanda wychodzi dwa razy na bis. Wracam spacerkiem do domu Juliany, towrzyszy mi wszechobecny zapach kwitnacych pomaranczy. Chce mi sie pic, wiec po drodze wchodze na cañe (szklaneczk piwa) do typowego andaluzyjskiego baru: ceramika, dwa Jezusy na krzyzu, kilka figurek Maryji, plazma i futbol, glowy bykow, no i masa zdjec wlasciwiela baru i jego rodzinki. Niezla dawka Andaluzji jak na pierwszy dzien.
w sobote od rana jemy sniadanie na dachu kamienicy, czyli typowym andaluzyjskim tarasie. Jest goraco. Moj plan to zwiedzanie Sewilli na rowerze. A jest taka mozliwosc, bo miasto zainwestowalo w rowery i sciezki rowerowe. Zeby moc korzystac z tego ekologicznego srodka transportu trzeba wyrobic sobie specjalna karte za 5 euro, a i miec na koncie bankowym ponad 150 euro na kaucje w razie nieodstawienia roweru na jeden z licznych parkingow. 30 min jazdy jest za darmo, potem kazda godz. 1 euro, wiec to zaden wydatek. Dzieki tak szybkiemu i swobodnemu przemieszczaniu sie juz pierwszego dnia odwiedzam mnostwo pieknych miejsc w Sewilli. Docieram, jadac wzdluz rzeki, do konca miasta, gdzie znajduje sie ogromny park. Ogladam wszystkie budowle wzniesione na expo 29. Jezdze wokol 3 co do wielkosci katedry. Odwiedzam Plaza Nueva. Pogoda swietna, czolo i ramiona spalone. Mam tez przyjemnosc z autochtonami, bo postanawiam wypic moja zasluzona cañe w jednym z typowych barow. Sevillanos po 60-tce nie dosc ze stawiaja mi moje male piwko, to jeszcze proponuja amor, cokolwiek by to mialo znaczyc. Rozmawiamy chwilke, bardzo sympatyczni panowie, mowiacy z akcentem nie do konca przeze mnie rozumianym. Zapraszaja mnie na jutro z kolezanka ;) Wyglada na to, ze bar=lada alezy do nich, zawsze maja wykupiona rezerwacje ;)
Wieczorem wracam do Juliany, szykuje "kluseczki z miseczki", zeby sobie podjedli hiszpany i niemcy. Prysznic, troszke wina, no i do teatru. Zaraz Irvine Welsh, szkocki pisarz, autor ksiazki Trainspotting, na podstawie ktorej powstal rewelacyjny film. Przed Welshem na scenie pojawia sie jakis hiszpanski lokalny pisarz i kolesie grajacy emo, on recytuje, oni graja swoje...historyjki bez sensu. Za to Irvine Welsh, przesympatyczny Szkot po 40-tce prezentuje fragment swojej nowej ksiazki i nie wiem czy skupic sie na jego szkockim angielskim, czy moze czytac napisy hiszp. wybieram to drugie i dobrze. Welsh przedstawia nam tez krotka historyjke o bezrobotnym malzenstwie z klasy robotniczej. Ostro jedzie slangiem...glebokie Glasgow. Jego czarny humor prowokuje glosny smiech dziewczyny siedzacej na koncu sali. Ja tez sie smieje, bo historia jest tak absurdalna, a postaci tak groteskowe ze bardzo mi sie podoba. Juliana przysypia.
Z teatru jedziemy rowerami na flamenko na zywo. Niezly folklor, hiszpanscy Cyganie, okrzyki "ole!", uciszanie rozwydrzonej publicznosci. Jest calkiem zabawnie!
W niedziele idziemy na sniadanie do La Cartuja, dawniej zakonu, w ktorym przez wiele lat mieszkal Krzysztof Kolumb, pozniej fabryki ceramiki, teraz muzeum sztuki wspolczesnej. Tuz obok La Cartuja powstalo wiele beznadziejnych budowli na expo 92. Teraz wiekszosc z nich jest bezuzyteczna. Po sniadaniu jedziemy z Juliana przez pol miasta na Macarene, piekna stara dzielnice Sewilli, gdzie miesci sie sklot lub raczej centrum kulturalne/ekologiczne. Rosnie tam piekne drzewo figowe - to chyba pierwsze ktore widzialam w moim zyciu. Ludzie spotykaja sie tu, zeby spedzic popoludnie, zjesc cos wegetarianskiego, napic sie piwa lub gaspacho. Dzieciaki maja tu swoje ogrodki, ktorych wlasnie dogladaja.
Wracamy do centrum, ja udaje sie do Alcazares Reales de Sevilla, czyli pieknych palacow i ogrodow pozostawinych przez Arabow. Oto link: http://www.patronato-alcazarsevilla.es/
Miejsce to jest przepiekne, szczeglnie czesc arabska, bo jest tez sala gotycka zbudowana przez Hiszpanow.

Po zwiedzeniu Alcazaru wpadam na chwile do Juliany, jemy razem i uciekam do teatru, zeby obejrzec show basisty Einsturzende Neubauten Alexandra Hacke i artystki z Nowego Jorku. Teatr prawie pusty, jaka szkoda, bo okazuje sie ze spektakl jest chyba najlepszym przekladem na tegorocznym festiwalu na to jak mozna polaczyc slowo i muzyke. Tematem sa glupcy, artysci siegaja az do sredniowiecza, posluguja sie alegoria, przypowiescia. Oczywiscie wszystko zostaje zmiksowane z tym co nas dzis otacza (np. z brutalna reklama) i z muzyka elektroniczna ... postmoodernizm pelna geba.
Wracam do Juliany bardzo zadowolona. To moja ostatnia noc w pachnacej pomarancza Sewilli. Od rana szwedam sie po barrio/dzielnicy Juliany Trianie. To urocza czesc miasta, pelna warsztatow ceramiki, zabytkowych kosciolow pochowanych w waskich uliczkach. Dawniej Triana lezala przy jednym z dwoch istniejacych w Sewilli mostow, wiec byla bardzo waznym punktem miasta. Do dzis jest tam gwarno i tloczno.
Droga powrotna jest meczaca. Jedzimy przez Cordobe, psuje sie autobus, wiec jedziemy prawie 8 godzin. Mimo to wracam zadwolona i wypoczeta.
Monday, March 16, 2009
medullita milczy...
nic nie pisze...bo zapomnialam o moim blogu troszeczke.
przyznam sie, ze wiekszosc mojego wolnego czasu wypelniaja ostatnio scrabble on-line. poza tym zapisalam sie w koncu na joge. od tak dawna to planowalam i wreszcie: decyzja, kasa i wolny czas. Hm, jak to robie ze mam wolny czas i kase na joge...nie wiem. No ale od lutego cwicze 3 razy w tygodniu i w dodatku o godzinie 10:30, co jest dla mnie niezlym wyzwaniem. Od razu czuje sie lepiej, bo przeciez normalnie nie ruszam sie z lozka przed jedenasta. Wielkie osiagniecie.
No ale wracam do scrabbli ;)
przyznam sie, ze wiekszosc mojego wolnego czasu wypelniaja ostatnio scrabble on-line. poza tym zapisalam sie w koncu na joge. od tak dawna to planowalam i wreszcie: decyzja, kasa i wolny czas. Hm, jak to robie ze mam wolny czas i kase na joge...nie wiem. No ale od lutego cwicze 3 razy w tygodniu i w dodatku o godzinie 10:30, co jest dla mnie niezlym wyzwaniem. Od razu czuje sie lepiej, bo przeciez normalnie nie ruszam sie z lozka przed jedenasta. Wielkie osiagniecie.
No ale wracam do scrabbli ;)
Monday, January 26, 2009
crossing the bridge...
Od pol roku sie szykuje do zapisania mnostwa mysli, ktore mi do glowy przychodza po projekcji kazdego z filmow Fatiha Akina. Jest to jeden z najlepszych wedlug mnie rezyserow wspolczesnego kina europejskiego. Niemiec tureckiego pochodzenia czy moze Turek urodzony w Hamburgu, bujajacy sie po Sant Pauli robi filmy tak piekne, zaskakujace, wyjatkowe, ze nie moge wyjsc z podziwu. Pierwszym filmem Akina, jaki obejrzalam byl "Crossing the bridge. The sounds of Istanbul". Bylo to jakies dwa lata temu, wiec zaczelam od konca jego filmografii. Film poswiecony jest muzyce i miastu, czyli temu co tworza Turcy w Istambule. Do tego projektu zostaje zaproszony artysta niemiecki (basista industrialnej grupy Einsturzende Neubauten), ktorego zadaniem jest pojechac do Turcji i posluchac jaka muzyke graja w ciesninie Bosforu. I tak przemierzamy Isambul wraz z Unruhem w poszukiwaniu najrozniejszego brzemienia. Poznajemy turecki hip-hop (tempo w jakim rapuja chlopaki z Istambulu jest imponujace), noise-rock, muzyke tradycyjna, tureckiego Krawczyka, tureckich Cyganow i wiele innych rodzajow muzyki. Do tego dochodza swietne zdjecia uroczych zakamarkow miasta i wypowiedzi muzykow odnoszace sie zarowno do ich tworczosci, jak i opisujace Istambul. I wlasciwie 99% widzow po projekcji ma ochote spakowac walizki i odbyc podroz do stolicy Turcji. Tak samo mozna sie zakochac w Lizbonie po obejrzeniu Lisbon Story Wendersa.
Poza tym swietnym dokumentem Fatih Akin zrobil kilka naprawde godnych obejrzenia filmow fabularnych. Najwiecej nagrod zgarnal chyba Gegen die Wand (Glowa w mur), film opowiadajacy o konflikcie miedzy koserwatywnymi Turkami zamieszkujacymi Niemcy a ich dziecmi, urodzonymi juz na Zachodzie a wychowywanymi w tradycyjny sposob. Glowa w mur to piekna historia o milosci dwojga ludzi, mlodej zwariowanej Turczynki chcacej zyc i bawic sie tak jak jej niemieckie rowiesniczki oraz podstarzalego tureckiego punka, alkoholika i cpunka mieszkajacego od wielu lat na sant pauli w Hamburgu. Oboje po nieudanej probie samobojczej trafiaja do szpitala psychiatrycznego, gdzie mloda Turczynka zeby wyrwac sie z domu rodzinnego rzuca propozycje malzenstwa tureckiemu nieznajomemu. Historia pelna zwrotow akcji, zaskakujacych sytuacji, zupelnie nieprzewidywalna, do tego swietnie zmontowana i poruszajaca niemaly w dzisiejszych Niemczech problem tozsamosci mlodych Turkow.
Kilka dni temu obejrzalam jeden z wczesniejszych filmow Akina, ktory oczywiscie tez trzeba obejrzec. " W lipcu" to komedia romantyczna polaczona z filmem drogi. Brzmi dziwnie, ale film naprawde jest swietny. Opowiada o przypadkowym zauroczeniu nudnawego, mlodego, niemieckiego nauczyciela fizyki, ktore sklania go do wyprawy za dopiero co poznana, piekna Turczynka. Podczas podrozy do Istambulu glowny bohater przechodzi prawdziwa metamorfoze, trafiajac na przedwinych ludzi oraz w najrozniejsze miejsca (od barw dla Tirowcow na stacjach benzynowych po pchli targ w Budapeszcie) . Film ten jest pelen zabawnych zbiegow okolicznosci, nieprzewidywalnych wydarzen, swietnej gry aktorskiej i pieknych scen. W jednej z nich pojawia sie nawet sam Fatih Akin, ktory gra rumunskiego celnika na granicy z Bulgaria. Bardzo przyjemny film, fajnie zmontowany, swietne zdjecia. Bardzo polecam!
Poza tym swietnym dokumentem Fatih Akin zrobil kilka naprawde godnych obejrzenia filmow fabularnych. Najwiecej nagrod zgarnal chyba Gegen die Wand (Glowa w mur), film opowiadajacy o konflikcie miedzy koserwatywnymi Turkami zamieszkujacymi Niemcy a ich dziecmi, urodzonymi juz na Zachodzie a wychowywanymi w tradycyjny sposob. Glowa w mur to piekna historia o milosci dwojga ludzi, mlodej zwariowanej Turczynki chcacej zyc i bawic sie tak jak jej niemieckie rowiesniczki oraz podstarzalego tureckiego punka, alkoholika i cpunka mieszkajacego od wielu lat na sant pauli w Hamburgu. Oboje po nieudanej probie samobojczej trafiaja do szpitala psychiatrycznego, gdzie mloda Turczynka zeby wyrwac sie z domu rodzinnego rzuca propozycje malzenstwa tureckiemu nieznajomemu. Historia pelna zwrotow akcji, zaskakujacych sytuacji, zupelnie nieprzewidywalna, do tego swietnie zmontowana i poruszajaca niemaly w dzisiejszych Niemczech problem tozsamosci mlodych Turkow.
Kilka dni temu obejrzalam jeden z wczesniejszych filmow Akina, ktory oczywiscie tez trzeba obejrzec. " W lipcu" to komedia romantyczna polaczona z filmem drogi. Brzmi dziwnie, ale film naprawde jest swietny. Opowiada o przypadkowym zauroczeniu nudnawego, mlodego, niemieckiego nauczyciela fizyki, ktore sklania go do wyprawy za dopiero co poznana, piekna Turczynka. Podczas podrozy do Istambulu glowny bohater przechodzi prawdziwa metamorfoze, trafiajac na przedwinych ludzi oraz w najrozniejsze miejsca (od barw dla Tirowcow na stacjach benzynowych po pchli targ w Budapeszcie) . Film ten jest pelen zabawnych zbiegow okolicznosci, nieprzewidywalnych wydarzen, swietnej gry aktorskiej i pieknych scen. W jednej z nich pojawia sie nawet sam Fatih Akin, ktory gra rumunskiego celnika na granicy z Bulgaria. Bardzo przyjemny film, fajnie zmontowany, swietne zdjecia. Bardzo polecam!
taki rzeczy stan
jakas rozleniwiona strasznie jestem...w Madrycie zima wcale nie jest przyjemna, jest niewiele stopni w plusie, silny wiatr, a slonce wychyla sie zza chmurki tylko po to, zeby za chwile tam wrocic. juz okolo 18-tej robi sie ciemno, wiec jesli ktos spi do poludnia (patrzcie medullita), to oczywiscie niewiele z dnia mu pozostaje. wiem...w Polsce jest gorzej, ale czytaj dalej. w mieszkaniu rzecz jasna zimno, bo w swietnie rozwinietej, bogatej Hiszpanii tylko niekiedy wynajmiesz cos z ogrzewaniem. alternatywa dla siedzenia w zimnym mieszkanku jest kaloryfer elektryczny, bardzo nieekonomiczny i nieekologiczny. rezultat oczywiscie sredni. przywiozlam sobie z polski termofor, pije herbate zawsze z imbirem, no i 2/3 doby spedzam w lozku, jesli tylko moge. Przecietny Hiszpan wiekszosc czasu spedza poza domem (praca, bar, praca, bar, lozko), wiec niespecjalnie przeszkadza mu brak ogrzewania. W dodatku najczesciej zima z domu wychodzi w dwoch bluzach i szaliku, podczas gdy mi w zimowej kurtce zimnooo. D. zawsze powtarza, ze Hiszpanie to "rusos del sur", Rosjanie z Poludnia. Swietnie znosza upaly i niskie temperatury a haszyszu pala tyle, ile rusek pije wodki...i tak samo dobrze po tej uzywce funkcjonuja.
niech przyjdzie juz wiosna!!!
przez ta zime zaniedbalam moje surrealistyczne infromacje, a ostatnimi czasy same perelki na policyjni.pl. Czytalam o dwoch przestepcach, po ktorych policjanci przyszli do ich domow lub domow najblizszej rodziny. Jednego z nich ciocia zawinela w dywan i ustwila na balkonie, co niestety nic nie dalo, kryjowka szybko zostala odkryta. Drugi z kolei zamienil sie w stol, lecz i tak bystrzy policjanci go namierzyli i aresztowali.
nie wysililam sie tez, zeby skomentowac wybory prezydenckie w USA, jak i konflikt miedzy Palestyna a Izraelem. Jesli chodzi o Obame, to nie pokladam w nim wielkich nadziei, bo taki balagan jaki zastal po 8-latach pajacury Busha, trudno jest posprzatac. Ale pierwsze jego decyzje bardzo mnie ciesza i pozytwnie zaskakuja. Co prawda...nie oszukujmy sie, te decyzje po prostu byly niezbedne! Ale wazne jest to, ze Obama nie zasiada na laurach, tylko od samego poczatku stawia czola problemom, ktorych sie nagromadzilo duzooo. Na pewno bede sie bacznie przygladac tej charyzmatycznej postaci.
Konflikt na Bliskim Wschodzie to sprawa bardzo skomplikowana, a tak wielu ludzi wyraza swoje poglady w sposob tak radykalny. Tak dzieje sie np. w Hiszpanii...mlodzi ludzie wlasciwie bez wgryzienia sie w ten trwajacy od dawna konflikt wrzeszcza na Izraelitow mordercy. Mimo, ze nie jestem zbyt poprawna polityznie, mysle ze trzeba wazyc slowa, wiadomo ze rzez jaka miala miejsce w Strefie Gazy jest czyms strasznym...a i bezsilnosc zwyklego, szarego europejczyka ,tez mnie przytlacza, ale Hamas wcale nie jest bez winy, sam zaostrza ten konflikt.
niech przyjdzie juz wiosna!!!
przez ta zime zaniedbalam moje surrealistyczne infromacje, a ostatnimi czasy same perelki na policyjni.pl. Czytalam o dwoch przestepcach, po ktorych policjanci przyszli do ich domow lub domow najblizszej rodziny. Jednego z nich ciocia zawinela w dywan i ustwila na balkonie, co niestety nic nie dalo, kryjowka szybko zostala odkryta. Drugi z kolei zamienil sie w stol, lecz i tak bystrzy policjanci go namierzyli i aresztowali.
nie wysililam sie tez, zeby skomentowac wybory prezydenckie w USA, jak i konflikt miedzy Palestyna a Izraelem. Jesli chodzi o Obame, to nie pokladam w nim wielkich nadziei, bo taki balagan jaki zastal po 8-latach pajacury Busha, trudno jest posprzatac. Ale pierwsze jego decyzje bardzo mnie ciesza i pozytwnie zaskakuja. Co prawda...nie oszukujmy sie, te decyzje po prostu byly niezbedne! Ale wazne jest to, ze Obama nie zasiada na laurach, tylko od samego poczatku stawia czola problemom, ktorych sie nagromadzilo duzooo. Na pewno bede sie bacznie przygladac tej charyzmatycznej postaci.
Konflikt na Bliskim Wschodzie to sprawa bardzo skomplikowana, a tak wielu ludzi wyraza swoje poglady w sposob tak radykalny. Tak dzieje sie np. w Hiszpanii...mlodzi ludzie wlasciwie bez wgryzienia sie w ten trwajacy od dawna konflikt wrzeszcza na Izraelitow mordercy. Mimo, ze nie jestem zbyt poprawna polityznie, mysle ze trzeba wazyc slowa, wiadomo ze rzez jaka miala miejsce w Strefie Gazy jest czyms strasznym...a i bezsilnosc zwyklego, szarego europejczyka ,tez mnie przytlacza, ale Hamas wcale nie jest bez winy, sam zaostrza ten konflikt.
Monday, January 19, 2009
chinczyk
porwali nam chinczyka, z klasy, z kursu jezykowego. i to od niego sie dowiedzielismy, bo policja go odbila i przyszedl we wtorek do szkoly. a lekcja dotyczyla tworzenia informacji wlasnie tego rodzaju, tzn. porwania. bierzemy sie za pisanie a tu chinczyk sie odwraca i mowi, ze go porwala mafia chinska w Madrycie i ze 10 dni trzymali o chlebie i wodzie. Ze bili po glowie, plecach i bron do skroni przykladali, mowili ze zabija. Chcieli za niego 300 tys. euro, bo jego rodzice maja sklep z chinskimi ciuchami. Santiago - bo tak sie chinczyk przedstawia - wystapil chyba we wszystkich mozliwych wiadomosciach, a zaraz potem przyszedl na hiszpanski. ma sie dobrze, stwierdzil ze trzeba patrzec pozytywnie, moze bedzie famoso i ze chyba na wolontariat jakis pojdzie. napisal wiersz. ma 18 lat.
uciekasz z twojego kraju, po to zeby ci spac po nocach nie dawali na obczyznie rodacy, ktorzy przyjechali za toba zeby pasozytowac, zywic sie twoja marna kasa zarabiana przez 7 dni w tygodniu po 15 godzin dziennie...Nie tak sobie ludzi wyobrazaja ten zachodni raj pelen pracy i pieniedzy.
uciekasz z twojego kraju, po to zeby ci spac po nocach nie dawali na obczyznie rodacy, ktorzy przyjechali za toba zeby pasozytowac, zywic sie twoja marna kasa zarabiana przez 7 dni w tygodniu po 15 godzin dziennie...Nie tak sobie ludzi wyobrazaja ten zachodni raj pelen pracy i pieniedzy.
Wednesday, November 12, 2008
Tuesday, November 11, 2008
Lvmen, Madryt
Wlasnie wrocilam z koncertu Lvmena i jestem wsciekla! No, wsciekla to moze juz nie, uspokoilam sie w drodze powrotnej, ale podczas koncertu chcialam na tych durnych Hiszpanow krzyczec!!! Publicznosc zamiast sluchac i ogladac, gadala w najlepsze...a byla bardzo liczna, jakies 35 osob. Pomimo ze koncert byl bardzo glosny, slyszalam smiechy i szeptyi! Nawet ludzie stojacy w pierwszym rzedzie (i to prawdopodobnie organizatorzy koncertu) gadali w najlepsze!!! Zalamywalam rece. Nie wydaje mi sie, ze wydarzenie to moglo byc nudne, bo procz swietnej muzy byly ciekawe wizualizacje...a jednak Hiszpanie gadali. Co za nedza!!! Ile mozna gadac - pytam sie???!!!
Chlopaki z Lvmen w formie. Zagrali perfekcyjnie, sala dobrze naglosniona, wizualizacje swietnie polaczone z muza, dobrze zmontowane...tylko publicznosc nie ta ... statyczna, nieliczna i gadajaca, wiec zupelny brak nastroju. Marnie...
W drodze powrotnej koles w metrze zapodlal z swojej komorki jakies hiszpanskie jeczenie flamenco fuzion i mam na dzis dosyc!
Chlopaki z Lvmen w formie. Zagrali perfekcyjnie, sala dobrze naglosniona, wizualizacje swietnie polaczone z muza, dobrze zmontowane...tylko publicznosc nie ta ... statyczna, nieliczna i gadajaca, wiec zupelny brak nastroju. Marnie...
W drodze powrotnej koles w metrze zapodlal z swojej komorki jakies hiszpanskie jeczenie flamenco fuzion i mam na dzis dosyc!
Monday, November 10, 2008
Zadzwonił z fałszywą informacją o bombie i... przedstawił się
Tak, tak...taka informacje podaje gazeta.pl
Koles mial ochote na zart, wiec zadzwonil na policje i zawiadomil o podlozeniu bomby w urzedzie miasta w Olesnicy (Dolny Slask). Nie zapomnial sie przedstawic. Najpierw namierzono budke tel., z ktorej podejrzany dzwonil. Niestety przestepca zdarzyl umknac ;) Policja zastala go w domu. Mial trzy promile alko we krwi :)
Na gazecie mozna tez dzis przeczytac o tym jak to nasz kochany Berlusconi nazwal nowego prezydenta USA Obame "opalonym", co wywolalo oburzenie ... nowej malzonki Sarkoziego, ktora to ma wloskie korzenie, ale obywatelstwo francuskie. Carla Bruni stwierdzila, ze jest dumna z tego ze jest juz Francuzka, a nie Wloszka...czego z kolei nie omieszkal skomentowac sam prezydent Wloch. Stwierdzil ze tez sie cieszy, ze C. Bruni nie jest juz Wloszka, obawia sie tylko ze ze wzgledu na zle prowadzenie sie moze jeszcze potrzebowac obywatelstwa wloskiego. Trzy slowa dodala tez sama pani Musollini ("Lepiej Berlusconi przez całe życie niż Bruni przez jeden wieczór").
Ach ci Wlosi to jednak sa...
Koles mial ochote na zart, wiec zadzwonil na policje i zawiadomil o podlozeniu bomby w urzedzie miasta w Olesnicy (Dolny Slask). Nie zapomnial sie przedstawic. Najpierw namierzono budke tel., z ktorej podejrzany dzwonil. Niestety przestepca zdarzyl umknac ;) Policja zastala go w domu. Mial trzy promile alko we krwi :)
Na gazecie mozna tez dzis przeczytac o tym jak to nasz kochany Berlusconi nazwal nowego prezydenta USA Obame "opalonym", co wywolalo oburzenie ... nowej malzonki Sarkoziego, ktora to ma wloskie korzenie, ale obywatelstwo francuskie. Carla Bruni stwierdzila, ze jest dumna z tego ze jest juz Francuzka, a nie Wloszka...czego z kolei nie omieszkal skomentowac sam prezydent Wloch. Stwierdzil ze tez sie cieszy, ze C. Bruni nie jest juz Wloszka, obawia sie tylko ze ze wzgledu na zle prowadzenie sie moze jeszcze potrzebowac obywatelstwa wloskiego. Trzy slowa dodala tez sama pani Musollini ("Lepiej Berlusconi przez całe życie niż Bruni przez jeden wieczór").
Ach ci Wlosi to jednak sa...
Sunday, November 9, 2008
I znow zaczela sie jesien...
Do Madrytu tez kiedys musiala przyjsc.
Ogladamy przygdy James'a Bonda...sama siebie nie poznaje. Czego to sie nie robi w dlugie zimne wieczory...w dodatku polubilam 007. A pamietam ze jeszcze calkiem niedawno na sama mysl o Bondzie wylaczalam telewizor.
Ogladamy przygdy James'a Bonda...sama siebie nie poznaje. Czego to sie nie robi w dlugie zimne wieczory...w dodatku polubilam 007. A pamietam ze jeszcze calkiem niedawno na sama mysl o Bondzie wylaczalam telewizor.
Bieguni i Nike
Ola Tokarczuk dostala wreszcie literacka nagrode Nike za powiesc pt. Bieguni. Bardzo mnie to cieszy, poniewaz uwielbiam jej powiesci i opowiadania...wlasciwie jak juz ktoras z jej ksiazek wpadnie mi w rece, to trudno mnie przez jakies 200 stron od niej oderwac . Klimat jaki tworzy w swoich dzielach Tokarczuk mocno przypomina mi ksiazki Garcii-Marqueza...i za to bardzo ja lubie...ale Bieguni to nie jest powiesc, ktora jakos wyjatkowo mi sie podoba. Nawet powiedzialabym, ze brak mi w niej tego magicznego nastroju. Wiem, ze to ksiazka bardzo dojrzala. Wiem, ze ten panujacy w niej balagan jest celowy. Wiem tez, ze nie ma ucieczki...od zycia, samego siebie, poszukiwan, wreszcie smierci, ale chyba jestem juz na tyle swiadoma, ze wole oddawac sie lekturze fikcyjnych, klasycznych historii dobrze zarysowanych przez narratora i opowiadanych w jednym ciagu. Tokarczuk tym razem stworzyla przeciwienstwo tego, co w czytaniu ksiazek lubie.
„Ta książka stara się być lojalna wobec kakofonii i dysonansu naszego doświadczenia świata, wobec niemożliwości jego ujednolicenia, wobec jego chaosu, rozpadania się i ponownego tworzenia nowych konfiguracji.
Jestem w niej wierna peryferiom, obszarom niedopowiedzianym, zamazanym. Powtarzam w niej własne błędy i wydaje mi się to absolutnie konieczne”.
Olga Tokarczuk
„Ta książka stara się być lojalna wobec kakofonii i dysonansu naszego doświadczenia świata, wobec niemożliwości jego ujednolicenia, wobec jego chaosu, rozpadania się i ponownego tworzenia nowych konfiguracji.
Jestem w niej wierna peryferiom, obszarom niedopowiedzianym, zamazanym. Powtarzam w niej własne błędy i wydaje mi się to absolutnie konieczne”.
Olga Tokarczuk
Tricky w Madrycie

Tydzien temu mialam okazje obejrzec koncert Trickiego w Madrycie w calkiem fajnie brzmiacej i wygladajacej sali (la riviera). Byl tez support, ale z doswiadczenia wiem, ze w Hiszpanii albo raczej w Madrycie na supporty chodzic nie warto. Przed Bjork na przyklad wpuszczono na scene na jakies 20 minut dwoch kolesi beznadziejnie spiewajacych i tanczacych flamenco. Szalu nie bylo. Z kolei przed wystepem awangardowej grupy OVO przyszlo mi znosic jakichs dennych metaluchow, ktorzy nie chcieli zejsc ze sceny...zreszta wiwatowalo im wielu amigos z zupelnie innego rollo (klimatu).
No ale wracajac do koncertu Trickiego, bylo to niemale przezycie...szczegolnie ze spotkalam znajomych, ktorzy poczestowali czekoladka.
Jako pierwsza na scene wychodzi dziewczyna - nie ta slynna mulatka, z ktora Tricky wspolpracowal od poczatku az do 1998 roku. Na szczescie glos nowej wokalistki jest tak samo aksamitny i wspanialy jak Mariany. Za chwile pojawia sie Tricky. Oboje stoja do nas plecami, Tricky konczy palic ;), odwracaja sie, ale reflektory wcale nie oswietlaja ich zbyt mocno, wiec nadal widac tylko sylwetki. Za to swietnie ich slychac. Dziewczyna wystepuje w dresiku adidasa i bialym podkoszulku, wyglada bardzo dobrze. Tricky ma na sobie bojowki i wielka bluze z kapturem, ktora zdejmuje po pierwszym kawalku. Teraz widac ich wyraznie. Zaczyna sie na dobre...graja kawalki z wielu plyt, jest cudownie...ale szczescie kilkuset osob zgromadzonych w rivierze nie trwa dlugo. Juz po 30 minutach Tricky sie zegna. Po 5 minutach darcia sie i klaskania udaje nam sie wywolac "gwiazde" na scene i trwamy w transie kolejne 30 minut. W czasie jednego z utworow Tricky zeskakuje ze sceny i idzie w tlum, muzycy graja jeszcze dobre 5 minut. Bramkarze nie wiedza co robic. Artysta wita sie z kilkudziesiecioma fanami, robi sobie zdjecia, w koncu siada przy barze mieszczacym sie w samym centrum sali i zamawia piwo. To juz koniec koncertu...techniczni zagluszaja nasze krzyki i oklaski, w sali znowu pobrzmiewa Iron Maiden, co powoduje ze chce jak najszybciej stamtad wyjsc.
Wszystko fajnie, ale dlaczego koncert trwal zaledwie godzinke?
Ponizej zamieszczam niezbyt profesjonalny filmik z tego koncertu
No ale wracajac do koncertu Trickiego, bylo to niemale przezycie...szczegolnie ze spotkalam znajomych, ktorzy poczestowali czekoladka.
Jako pierwsza na scene wychodzi dziewczyna - nie ta slynna mulatka, z ktora Tricky wspolpracowal od poczatku az do 1998 roku. Na szczescie glos nowej wokalistki jest tak samo aksamitny i wspanialy jak Mariany. Za chwile pojawia sie Tricky. Oboje stoja do nas plecami, Tricky konczy palic ;), odwracaja sie, ale reflektory wcale nie oswietlaja ich zbyt mocno, wiec nadal widac tylko sylwetki. Za to swietnie ich slychac. Dziewczyna wystepuje w dresiku adidasa i bialym podkoszulku, wyglada bardzo dobrze. Tricky ma na sobie bojowki i wielka bluze z kapturem, ktora zdejmuje po pierwszym kawalku. Teraz widac ich wyraznie. Zaczyna sie na dobre...graja kawalki z wielu plyt, jest cudownie...ale szczescie kilkuset osob zgromadzonych w rivierze nie trwa dlugo. Juz po 30 minutach Tricky sie zegna. Po 5 minutach darcia sie i klaskania udaje nam sie wywolac "gwiazde" na scene i trwamy w transie kolejne 30 minut. W czasie jednego z utworow Tricky zeskakuje ze sceny i idzie w tlum, muzycy graja jeszcze dobre 5 minut. Bramkarze nie wiedza co robic. Artysta wita sie z kilkudziesiecioma fanami, robi sobie zdjecia, w koncu siada przy barze mieszczacym sie w samym centrum sali i zamawia piwo. To juz koniec koncertu...techniczni zagluszaja nasze krzyki i oklaski, w sali znowu pobrzmiewa Iron Maiden, co powoduje ze chce jak najszybciej stamtad wyjsc.
Wszystko fajnie, ale dlaczego koncert trwal zaledwie godzinke?
Ponizej zamieszczam niezbyt profesjonalny filmik z tego koncertu
Friday, October 24, 2008
Sunday, August 3, 2008
"Zycie jest piekne, niestety trzeba umiec z niego korzystac"

Jest wreszcie ksiazka o dwoch kultowych aktorach polskich: Janku Himilsbachu (najlepszym pisarzu wsrod kamieniarzy i najlepszym kamieniarzu wsrod pisarzy) oraz jego przyjacielu Zdzisku Maklakiewiczu, aktorze doskonale potrafiacym marnowac swoj talent. Ksiazka Macieja Luczaka zawiera zarowno najrozmaitsze anegdotki z zycia tego slynnego duetu, jak i opisy oraz analizy filmow, w ktorych aktorzy wystepowali. Poza tym autor zamieszcza mnostwo swietnych zdjec i z planu filmowego, i z zycia aktorow oraz opinii i historii wielu znajomych i przyjaciol. I tak jesli chodzi o anegdotki z zycia Himilsbacha i Maklaka, to w wiekszosci przypadkow zwiazane one byly z elementem basniowym - czyli alkoholem. Na planie Wniebowzietych zasada byla prosta: "Zdzisiek dwie setki, Janek nic - powiada Kndratiuk. Autor ksiazki postaral sie nawet o wykresy spozywania alkoholu przez slynny duet na planie filmowym: Wniebwzietych, Rejsu i Jak to sie robi. W zwiazku z tym, ze Maklak z trudem mogl przezwyciezyc treme przed kamera, zazwyczaj przyslugiwala mu setka lub dwie. Z kolei Himibsbach najlepiej gral na trzezwo, wiec podczas krecenia zdjec trzeba bylo go pilnowac a na noc przypinac pasami do lozka, w przeciwnym wypadku Janek znikal w jednej z miejskich melin i trudno go bylo odnalezc, co powodowalo przerwe w zdjeciach. Raz - pod koniec zdjec do Wniebwzietych - Himilsbach nie wytrzymal napiecia, upil sie, nie wiedzac ze zona wrzucila mu do zupy jakis srodek, ktory w polaczeniu z alkoholem dawal "nieprzyjemne" skutki. Janek stracil przytomnosc, zawieziono go do szpitala, gdzie podano mu zastrzyk w serce. Gdy sie ocknal, na sali trwal juz "bankiet" z okazji przyjecia tak wspanialego pacjenta. Himilsbach nie zastanawiajac sie dlugo wzial najblizej stojaca butelke, po czym znowu stracil przytomnosc. Na szczescie lekarz byl przytomny ;) Najlepszy kamieniarz wsrod pisarzy zawsze mawial, ze alkoholu nie pije sie dla smaku, ale dla dzialania, tyle ze w jego wypadku zazwyczaj jakikolwiek wysokoprocentowy trunek mial dzialanie wybuchowe, np. podczas jednej z popijawek w warszawskiej melinie Janek dyskutowal z kolegami o malarstwie. Noc skonczyla sie dla niego na kmisariacie a rano zapraszano go do wyjscia wolajac: "Jest tu Van Gogh?" Himilsbach na to, ze Van Gogh sie zastrzelil a milicjant: "A skad mial bron?" Janek odparl, ze naprawde nie wie. Stwierdzono ze z niego wariat i go wyrzucono (taka byla jego wersja, koledzy twierdzili cos innego).
Ksiazka Macieja Luczaka pt. "Wniebowzieci czyli jak to sie robi hydrozagadke" zawiera cale mase tego typu historyjek. Luczak omawia tez po krotce projekty, ktore zostaly wymyslone przez obu aktorow przy wspolpracy np. z Kondratiukiem, ale ktore niestety nie zostaly zrealizowane. Opisuje droge do kariery Kondratiuka, Piwowskiego. Wspomina tez o Ewulce i Reginie, czyli niezapomnianym duecie kobiecym z Wniebowzietych i Dziewczyn do wziecia. Tak wiec ksiazka ta jest ogromnym zrodlem informacji nie tylko dla fanow tego kultowego duetu aktorow, ale i dla fanow polskich komedii, takich jak Rejs, Hydrozagadka, Wniebwzieci, Dziewczyny do wziecia czy Jak to sie robi.
Ksiazka Macieja Luczaka pt. "Wniebowzieci czyli jak to sie robi hydrozagadke" zawiera cale mase tego typu historyjek. Luczak omawia tez po krotce projekty, ktore zostaly wymyslone przez obu aktorow przy wspolpracy np. z Kondratiukiem, ale ktore niestety nie zostaly zrealizowane. Opisuje droge do kariery Kondratiuka, Piwowskiego. Wspomina tez o Ewulce i Reginie, czyli niezapomnianym duecie kobiecym z Wniebowzietych i Dziewczyn do wziecia. Tak wiec ksiazka ta jest ogromnym zrodlem informacji nie tylko dla fanow tego kultowego duetu aktorow, ale i dla fanow polskich komedii, takich jak Rejs, Hydrozagadka, Wniebwzieci, Dziewczyny do wziecia czy Jak to sie robi.
Saturday, August 2, 2008
Manzanares el Real

Manzanares el Real jest typowym pieknym malym miasteczkiem hiszpanskim, w ktorym znajduje sie renesansowy kosciolek (a na jego najwyzszym punkcie mieszkaja bociany) i duzy, caly pokryty cementem plac - punkt spotkan wszystkich mieszkancow. Miasteczko polozne jest w gorach (to tu znajduje sie La Pedriza), zaledwie 50 km od Madrytu, co powoduje ze w kazdy weekend zalewane jest przez madrileños. W dodatku latwo tu dojechac, ze stacji Plaza de Castilla co pol godziny jedzie autobus nr 724. Polecam, szczegolnie w srodku tygodnia, kiedy to zamiast mieszkancow Madrytu mozna w gorach spotkac kozy ;)


Thursday, July 17, 2008
Mucha

W koncu sie wybralam na wystawe prac Alfonsa Muchy, ktora mam prawie pod samym domem. Zachwycona jakos nie jestem, ale krytykowac artysty tez nie zamierzam. Nie ulega watpliwosci, ze byl wielki na miare swej epoki a i dzis jego dziela sa wysoce cenione na co wskazuje fakt, ze sa jednymi z czesciej reprodukwanych (dziel) na swiecie. Dzieki niemu mozemy dokladnie przyjrzec sie stylowi secesyjnemu w malarstwie i grafice. Dla mnie jednak wiele z jego prac jest na pograniczu dobrego smaku i kiczu, 
choc czesto tez poza pastelowymi kolorami i slodkimi damami w jego pracach pojawia sie jakis mroczny element, co z kolei bardzo mi sie podoba, bo lubie dekadencki nastroj jaki panowal na przelomie XIX i XX wieku.
Ciekawym projektem wydaje mi sie tez 20 obrazow nazwanych Epopeja Slowianska...nie zeby sie we mnie nutka patriotyzmu odezwala, ale tak malo mowi sie podczas naszej edukacji na temat Mitologii Slowianskiej, ze taki zbior ogromnych obrazow ukazujacych panoramiczna historie Slowian wnosi wiele. Istnieje nawet plotno ukazujace Grunwaldem
tuz po wielkiej bitwie. Przed rozpoczeciem pracy nad tym projektem Mucha odbyl podroz do Bulgarii, Rosji, Serbii oraz Polski. Efektem tej podrozy byla nie tylko Epopeja Slowianska, ale i wiele naprawde interesujacych zdjec, ktore rowniez mozna zobaczyc na wystawie w La Caixa.
Dziela Czeskiego artysty mozna ogladac w Madrycie w Obra Social de la Caixa do 31 sierpnia za darmo, wiec polecam.

choc czesto tez poza pastelowymi kolorami i slodkimi damami w jego pracach pojawia sie jakis mroczny element, co z kolei bardzo mi sie podoba, bo lubie dekadencki nastroj jaki panowal na przelomie XIX i XX wieku.
Ciekawym projektem wydaje mi sie tez 20 obrazow nazwanych Epopeja Slowianska...nie zeby sie we mnie nutka patriotyzmu odezwala, ale tak malo mowi sie podczas naszej edukacji na temat Mitologii Slowianskiej, ze taki zbior ogromnych obrazow ukazujacych panoramiczna historie Slowian wnosi wiele. Istnieje nawet plotno ukazujace Grunwaldem
tuz po wielkiej bitwie. Przed rozpoczeciem pracy nad tym projektem Mucha odbyl podroz do Bulgarii, Rosji, Serbii oraz Polski. Efektem tej podrozy byla nie tylko Epopeja Slowianska, ale i wiele naprawde interesujacych zdjec, ktore rowniez mozna zobaczyc na wystawie w La Caixa.Dziela Czeskiego artysty mozna ogladac w Madrycie w Obra Social de la Caixa do 31 sierpnia za darmo, wiec polecam.
Subscribe to:
Posts (Atom)







