Monday, November 19, 2007

Boicot a la presencia de Guillermo Habacuc Vargas en la Bienal Centroamericana Honduras 2008 Petition

"Artysta" Guillermo Vargas Habacuc, na wystawie w Nikaragui pokazał nietypową "sztukę" - złapał bezpańskiego psa, przywiązał go i czekał aż umrze pozbawiony wody i jedzenia. Według niego to była sztuka.
Został zaproszony na prestizowe Central American Biennial of Honduras w 2008 roku. Poniżej znajduje się link do petycji, która ma na celu wykluczenie go z tej imprezy.
Każdy podpis jest ważny!!


Boicot a la presencia de Guillermo Habacuc Vargas en la Bienal Centroamericana Honduras 2008 Petition

Saturday, November 17, 2007

"fachas"

Kiedy przyjechalam do Madrytu, co i rusz spotykalam sie ze slowem "facha". Kazdy napotkany Hiszpan uzywal go z wielka swoboda, mowiac o polityce, o osobach publicznych, o subkulturach. Facha - to skrot od fascista, czyli faszysta. Hmmm, myslam sobie, ze bardzo radykalni i wybuchowi sa ci Hiszpanie, no bo tak od razu wyzywac od faszystow...Po dwoch latach mieszkania w tym miescie zdalam sobie sprawe, ze faktycznie jest tu wielu fachas - i w policji, i w rzadzie, i na ulicach. Zreszta nawet kilka dni temu Chavezowi zdarzylo sie wyzwac bylego premiera Hiszpanii Aznara od facha, no co krol Juan Carlos kazal mu sie zamknac (mila to byla pogawedka).
Dzis w Madrycie odbyly sie trzy manifestacje faszystowskie i jedna antyfaszystowska. Ta ostatnia zwiazana byla ze smiercia 16-letniego antyfaszysty, ktory zostal zamordowany tydzien temu przez skinheadow w metrze w Madrycie. Mlody chlopak protestowal tego dnia przeciwko rasistowskiej demonstracji neonazistow.

Tuesday, October 23, 2007

flamenco

Pewnego dnia medullita umowila sie ze znajomymi, potem ci znajomi umowili sie z innymi znajomymi. Ostecznie wszyscy razem postanowili pojsc na piwo. Ktos z towarzystwa znal jakis nielegalny bar na ulicy rownoleglej do ulicy medullity. Okazalo sie, ze zeby wejsc do tajemniczego lokalu trzeba przyjsc z kims znajomym i zadzwonic do drzwi. Zadzwonili wiec. Drzwi zostaly otwarte. Weszli. Chwilke pozniej dowiedzieli sie, ze bar jest siedziba stowarzyszenia na rzecz marihuany ;) Oczywiscie w zwiazku z powyzszym w srodku mozna spokojnie palic, co wiecej...bez palenia mozna sie upalic, bo w powietrzu unosi sie THC. Mozna napic sie piwa lub herbaty (duzy wybor). Zdarza sie tez, ze ktos poczestuje tiramisu lub czyms rownie smacznym. Poza tym czlonkowie stowarzyszenia oferuja rozne zajecia gratis. Jeden z nich jest tancerzem flamenco.
I tu wlasnie zaczyna sie przygoda medullity pt. flamenco. Lekcje trwaja godzinke, ale zawsze sie mozna czegos nauczyc, wiec chodzi. Oto zdjecie opisanego powyzej miejsca.

Takich intersujacych barow na dzielnicy Lavapies jest wiecej. Jednym z nich jest herbaciarnia, w ktorej napic sie mozna nie tylko herbaty, ale i piwa, i mojito (czyli koktajlu alkoholowego na bazie rumu). Miejsce to jest przyjemne ze wzgledu na przestrzen w jakiej sie znajduje. To jakby mieszkanko dwupoziomowe a sam barek miesci sie w kuchni - w samym centrum pomieszczenia.

Monday, October 22, 2007

Yes, Yes, Yes...

Moze to nie rewelacyjna wiadomosc, ale w tej sytuacji bardzo mnie cieszy - jak i wiekszosc Polakow (mam nadzieje). Chodzi o wybory i wyniki wyborow. Nareszcie konczy sie najgorszy koszmar - rzady PiS. Ach, odetchnac mozna z wielka ulga. PO nie jest partia, ktora mi odpowiada i ktora spelni moje oczekiwania (w ogole takiej partii nie ma), ale przynajmniej wstydzic sie az tak nie bede a o kraju z ktorego pochodze nie bedzie glosno za granica tylko i wylacznie za skrajnie glupie pomysly i poglady.
Panujaca do tej pory sytuacja w Polsce spowodowala, ze i ja poszlam glosowac (razem z trzyosobowa ekipa). Wyprawa na wybory okazala sie wielka wycieczka po Madrycie, bo ambasada Polski miesci sie na obrzezach miasta, co zreszta wydaje mi sie nieco dziwne. Dobrze, ze nie odlozylismy tego "obowiazku" na ostatnia chwilke, bo na pewno bysmy nie zdazyli. Dojscie z metra okazalo sie bardzo skomplikowane. Najpierw krazylismy po nowym osiedlu: wysokie estetyczne bloki otoczone zielenia. Po jakichs 15 minutach znalezlismy sie na dzielnicy domkow jednorodzinnych (czytaj: eksluzywnych willi). To bardzo rzadki widok w Madrycie: niskie budynki, dosc waska ulica, wzdluz ktorej rosna drzewa. No i ta cisza. Czulismy sie jak na wsi w Polsce. Po 20 minutach szybkiego marszu, doszlismy wreszcie do celu: ambasady - bardzo ladnej. Niemaly ruch i na zewnatrz, i w srodku. Dowiedzialam sie, ze Polakow w Madrycie i okolicach jest ladne 25 tysiecy. Do godziny 18-tej glosowalo okolo 1 tysiaca. To nie za duzo, ale zwazajac na to jak slabo zorientowani w polityce sa niektorzy moi polscy znajomi, to moze i lepiej, ze frekwencja byla tak niska.
Wykonczona, ale zadowolona wrocilam do domu w centrum miasta. Otworzylam strone gazeta.pl i juz wiedzialam , ze jest dobrze. Teraz mam tylko nadzieje, ze PO nie zmarnuje otrzymanej szansy, pieniedzy podatnika i 4 kolejnych lat. No i ze dojdzie do koalicji nie tylko z PSL-em, ale rowniez z LiD-em. Tymczasem zegnaj Wielki Bracie, Wielki Giertychu, Wielki Lepperze i Wielki Gosiu....no wlasnie, co bedzie z wybawicielem Wloszczowej;)?

Friday, October 5, 2007

Czarny labedz

Czarny labedzie jest tak piekny, ze musialam go tutaj zamiescic. Zobaczyc go mozna na zywo w parku Retiro w Madrycie.

Wednesday, September 19, 2007

"Optymizm to opium dla ludu! Zdrowy duch zalatuje glupota! Niche zyje Trocki!"

Nie wiem dlaczego, ale o ksiazkach pisze mi sie zdecydowanie trudniej niz o filmach. A przeciez tyle sie studiowalo, tyle sie przeczytalo, tyle sie analizowalo i pisalo o ksiazkach ... Od czasu zalozenia bloga przeczytalam wiele naprawde dobrych ksiazek i nic! To moze chociaz krotko o powiesci, ktorej nie moge po prostu odlozyc na polke.
"Zart" to pierwsza powiesc Milana Kundery, znakomicie napisana, nowatorska. Po pierwsze: zastosowanie przez pisarza narracji pierwszoosobowej to znakomity zabieg, zblizajacy czytelnika do bohatera. Konstrukacja powiesci jest dosyc nietypowa: kazdy rozdzial to opowiesc innego bohatera, zetkniecie sie z jego punktem widzenia. W pewnym momencie historie zycia protagonistow poszczegolnych rozdzialow zaczynaja sie ze soba laczyc, przeplatac, dzieki czemu czytelnik poznaje punkt widzenia danego watku kazdego z bohaterow. Widzimy w jak rozny sposob protagonisci interpretuja te same wydarzenia.
Zart Kundery to opowiesc o Czechoslowacji w czasie komunizmu, o trudnosciach i ograniczeniach a takze mozliwosciach, jakie niosl za soba ten system totalitarny, o kruchosci losu ludzkiego, o milosci, relacjach miedzyludzkich, poszukiwaniu siebie, wreszcie o tradycji i muzyce ludowej.


Niestety wystukac juz wiecej dzis nie moge. Niemoc mnie ogarnela...hehe...Liste ksiazek, o ktorych nie napisalam a sa naprawde warte przeczytania zamieszczam tutaj, moze ktos skorzysta a i ja o nich tak szybko nie zapomne: Slawomir Shuty, Zwal; Dorota Maslowska, Paw Krolowej; Kurt Vonnegut, Pianola; W. Beres, K. Burnetko, Kapuscinski: Nie ogarniam swiata; Jack Kerouac, Wloczedzy Dharmy, Penny Rimbaud, Zbuntowane zycie...

Tuesday, September 18, 2007

MASSIVE ATTACK, MADRYT

Ech, wakacje sie skonczyly. Do spalonej sloncem Hiszpanii dotarlismy dokladnie w dwa dni autostopem. Wszystko dzieki milym polskim kierowcom TIRow i mniejszych aut przewozowych. Wlasciwie przesiadalismy sie zaledwie trzy razy na tej dlugiej trasie. "Autostop not dead! ;)"

Przedluzeniem wakacji byl dla nas koncert Massive Attack. W koncu zjawil sie w Madrycie ktos godny posluchania (no, przepraszam, bylam przeciez na Bjork i Asian Dub Fundation). Tyle ze juz sama nazwa festiwalu, na ktorym zespol z Bristolu mial zagrac, wydawala nam sie podejrzana. "Weekend dance" - hmmm, no wazne, ze bedzie Massive. Nasze podejrzenia byly - jak sie okazalo 14 wrzesnia - nie bezpodstawne. Generalnie rzecz ujmujac: Manieczki. Tandetni dj-e techno, publicznosc na ekstazce i my. Przed koncertem Massive attack zagral ktos godny uwagi, co zreszta spowodowalo niezadowolenie publicznosci, choc jeszcze bit byl, wiec sie dalej wyginali: brzuszek, cycek, raczka, glowka, brzuszek, nozka, druga nozka i na krzeselko...
Sam Massive Attack juz nei zadowolil tak wymagajacej publiki. W trakcie koncertu oklaski byly marne, utwory swietnie zagluszane rozmowami naenergetyzowanych Hiszpanow. Zespol tak dlugo przez nas oczekiwany zagral gdzinke i moze dziesiec minut, po czym zniknal. Na scene wlazl jakis cudowny dj, ktorego nadejscie spowodowalo szal wsrod widzow. I znow: na krzeselka, nozka, raczka, dupcia ...
Koncert byl dobry. Swietne naglosnienie. Duzo psychodelii - wiekszosc utworow pochodzila z plyty Mezzanine. Na scenie pojawil sie Horace Andy ze swym swietnym wokalem. Z massive przyjechala tez wokalistka Cocteau Twins i ciemnoskora piosenkarka Shara Nelson. Na scenie rozstawione byly elektroniczne tablice wyswietlajace rozne informacje, m. in. ilu zolnierzy oraz ile dzieci zginelo w Iraku.
U mnie zespol po raz kolejny "spiewajaco" zdal egzamin, u Hiszpanow chyba nie...